Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
Rozdział VIII Op. II Blue Butterfly
Rozdział VIII Op. II Blue Butterfly
Sakura, obudziły promienie słońca, które wpadły przez okno, do jej pokoju. Połaskotały ją po twarzy. Dziewczynie nie chciało się wstawać. Przewróciła się na drugi bok. Miała nadzieję, że już sobie spokojnie poleniuchuję. Myliła się... Do jej uszu, doszły hałasy na korytarzu. "Pospać nie dadzą..."- Przeszło kunoichi przez myśl. Otworzyła swoje piękne zielone tęczówki, które zaraz poraziło słońce. Na tychmiast zasłoniła oczy rękoma. Wyszła z łóżka, jeszcze na pół przytomna, i poszła do łazienki. Po kilku minutach, wyszła umyta. Podeszła do szafy z ubraniami. Spojżała w kierunku drzwi, zza którymi nadal coś się działo. Otworzyła mebel, i sięgnęła po kilka ubrań. Zaczęła się ubierać. Po jakimś czasie podeszła do lustra. Obejżała się ze wszystkich stron. Bluzka była na krótki rękaw, w kolorze czerwonym, miała mały dekold zasłonięty czerwoną siateczką. Spodenki były krótkie w kolorze czarnym. Podkolanówki w czarną siateczkę, zasłaniały jej nogi, aż do spodenek. Buty ubrała na obcasach. Jej oczy ruszyły ku górze, i zatrzymały się na jej rozczochranych włosach. Sięgnęła po szczotkę. I zaczęła je czesać. Jej piękne różowe włosy zdążyły już urosnąć. Teraz sięgały jej do bioder. Grzywka leciutko zakrywała jej prawe oko. Hałasy na zewnątrz wogule nie ucichły. Sakura podeszła do drzwi.
Przez korytarz biegł biedny maskmen. Zza zakrętu wybiegli ostro wkurzeni na niego Kisame i Deidara. Tobi biegł prosto przed siebie. Obejżał się za siebie. I to był jego błąd. W tym samym czasie, Sakura otworzyła swoje drzwi. Maskmen walnął w nie z całej siły. Dziewczyna zachwiał się. Podeszli do niej Deidara i Kisame. Sakura, wpieniona jak nigdy do tąd, zaczęła ich ochrzaniać.
-Wy holerni idioci ?! Co wy robicie, o tak wczesnej porze ???!
-Yee... Sa... Sa... Sakura... My... no...
Kunoichi spojżała na coś, co było PRZYLEPIONE do jej drzwi. Był to Tobi. Spojżała na niego pytająco, a później na chłopaków, którzy właśnie próbowali się wymknąć. Westchnęła. Maskmen osunoł się z drzwi.
-Co im znowusz zrobiłeś ?
-Sakura-chan ! Tobi powiedzieć Kisame i Deidarze, że Sakura-chan chodzić z Itachim...
Nie dokńczył, bo Sakura nogą wywarzyła z całej siły drzwi, i Tobi leciał z prędkością światła na ściane. Przeleciał tuż przed nosem Itachi'ego. Ten tylko popatrzał się na niego z anielskim spokojem. Po chwili, rozległ się głośny huk. Zza drzwi wyjżali Deidara i Kisame. Itachi patrzał się teraz na Sakurę, jakby podziwiał anioła. Zapadło milczenie.
-Co ? Coś nie tak ? Zasłużył na to...
-Sakura-chan, ślicznie wyglądasz...
Spojżała w stronę Deidary, który patrzał się na nią. Speszyła się. Spojżał na swoje paznokcie, i na reszty. Chyba jako ona jedyna, nie miała jeszcze ich pomalowanych na ciemny kolor. Obróciła się na pięcie, i weszła do pokoju bez drzwi. Usłyszała szept Kisame.:
-...Ale Kakuzu się na nią wścieknie...
-...Nie ma ochoty płacić za jej wybryki...
-SŁYSZAŁAM ! A te drzwi mogę sama naprawić. - Wykonała kilka pieczęci, i drzwi wróciły do nawiasów. Tobi nadal leżał wbity w ścianę. - I żebyście mnie więcej nie budzili - spojżała na zegarek - o CZWARTEJ rano. - To mówiąc zatrasnęła mocno drzwi. Przekręciła kluczyk, i zjechała po nich. Jeszcze raz spojżała na swoje paznokcie. " Czas je pomalować..."-Pomyślała, i podeszła do szafeczki nocnej. Wpisała hasło, i się otworzyła. Wyjęła z niej swój lakier, czarny. Miała ich jeszcze z mase. Postawiła go na podłodze. Wyjęła jeszcze kilka rzeczy ,: zmywacz, waciki, pudełeczko z diamencikami, pilnik, przezroczysty lakier. Zabrała się do malowania. Minęła godzina. Już prawie skończyła. Trwało to długo, ale efekt jest boski. Całe ,długie paznokcie pomalowała na czarno. Po wyschnięciu, nakładała pionowo przez środek paznokcia ,po kolejii diamenciki. Na ręce nałożyła siateczkę. Paznokcie u nóg, pomalowała na czarno, i całe wysadziła diamencikami, koloru czarnego. Następną godzinę czekała aż wyschną. Przez ten czas, rozmyślała o Itachi'm. Poczuła, że jej serce zaczęło trochę szybciej bić. "Czy ja się w nim zakochałam ? Chyba tak... Mam nadzieję ,że on czuję do mnie to samo..."-zarumieniła się. Zegar wybił godzinę szóstą. Nie wiedziała, co z sobą zrobić. Na śniadanie było jeszcze za wcześnie. Wstała, i skierowała się ku drzwi, po drodze nakładając płaszcz Akatsuki. Wyszła na zewnątrz. Spojżała na niebo, które było jeszcze ciemne. Pobiegła w stronę swojego ulubionego miejsca, jakie tu znalazła. Chwilę szła przez kamienny tunel. Wreszcie doszła do pięknego podziemnego jeziora. Tu taj mogła być sama. Rozmyślać o różnych problemach. Zdjęła z siebie płaszcz, i usiadła na wielkim kamieniu, z spod którego wypływał wodospad. To miejsce kiedyś było wielkim ,bychającym lawą, wulkanem. Teraz, w jego wnętrzu było niebiesko... W wodnistym kolorze. Latało tam kilka niebieskich motyli... frówały razem z błękitnymi ptakami. Jeden z tych ptaków, usiadł Sakurze na ramię. Zaczęła nucić piosenkę. Kołysankę, którą jej mama śpiewała jak była mała. Trochę ją przerobiła.
Mówiłeś że gdybyś mógł, w niebo się wznieść nie zleciał byś w dół
Twoje oczy stworzone są, by patrzeć, patrzeć, w błękit tego nieba.
Poznałeś, już czym smutek jest,
A teraz doświadczasz czym jest ból.
Nawet to co czuję do Ciebie,
powiem Ci, kiedy przyjdzie czas.
Jeżeli obudzisz się w nie znanym tobie świecie,
rozłóż swe skrzydła i w górę się wznieś!
Mówiłeś że gdybyś mógł, w niebo się wznieść nie zleciał byś w dół
Twoje oczy stworzone są, by patrzeć, patrzeć, w błękit tego nieba.
Gdy przez to przedrzesz się,
znajdziesz swój cel.
Więc spróbuj uwolnić się,
A wtedy leć po błękitnym niebie, leć po błękitnym niebie.
A wtedy leć po błękitnym niebie, leć po błękitnym niebie.
A wtedy leć po błękitnym niebie, leć po błękitnym niebie.
Automatycznie przypomniał jej się Itachi, kiedy wymawiała zdanie : ' ...Nawet to co czuję do Ciebie, powiem Ci, kiedy przyjdzie czas...'. Zaczęła o nim rozmyślać. Motyle, które były dosyć spore, latały na około kunoichi. Jeden usiadł jej na głowie, i chyba się zaplątał w różowe włosy. Nic nie poczuła. Była pewna, że minęła już godzina. Wstała, i razem z motylem we włosach zgarnęła płaszcz, i ruszyła w kierunku organizacji. W głowie wciąż nuciła swoją piosenkę. Po kilku minutach, stała w kuchni i szykowała śniadanie. Do kuchni wszedł Hidan. Usiadł przy stole, patrzał się na różowe włosy.
-Sakura-chan, co ty masz we włosach ?
-Hęę ? Przeciesz nic nie mam. - odpowiedziała nie przerywając smarowania chleba masłem.
-To jest coś niebieskiego... Poza tym z nim jeszcze piękniej wyglądasz...
Dziewczyna podeszła do lustra. Zachihotała. Motyl niepróbował się wyrwać. Siedział spokojnie. Sakura odchyliła leciutko swoje włosy, a motyl z nich wyleciał i usiadł kunoichi na dłoni. Widocznie nie miał zamiaru od niej odlatywać. Zdążył ją polubić. Westchnęła. Wróciła do nakładania sera. Po jakimś czasie zjawili się inni. Zaczęli zajadać kanapki zrobione przez Sakurę, i pić sok jabkowy. Różowowłosa dziewczyna, siedziała na przeciwko Itachi'ego, i jadła śniadanie. Motyl latał w poblożu dziewczyny. Ze wszystkich zebranych w jadalni, nie było tylko Konan i Peina. Pierwszą myślą, jaka przyszła jej do głowy wobec ich, było że są parą... Ale szybko minęła, bo do sali wszedł Pein. "Więc Konan ma pewnie samotną misję..." Przeszło jej przez myśl. Pein wziął swój talerz z kanapkami, i wyszedł kierując się do gabinetu. Rozejżała się po stole. Jeszcze nikt nie zjadł, oprucz jej i Hidana.
-Hidan... Wyświadczysz mi przysługę ???
-Aha...
-No to umyj naczynia ! Ja idę gdzieś. Sayonara. - I zniknęła za progiem drzwi razem z motylem. Hidan kapnął się, o co jej chodzi chwilę później.
-Że co ?!!!!!!
-To co słyszałeś...
Dało sie słyszeć jej przytłumiony głos, gdzieś z wnętrza organizacjii. Zmierzała ku wyjścia. Na zewnątrz słońce było już prawie na górze. Różowowłosa dziewczyna siedziała na kamieniu, mocząc swoje nogi w wodospadzie. Błękitny motyl frówał razem ze swoimi. Czasami siadał na jakimś elemencie ciała kunoichi. Dziewczyna zeczęła śpiewać swoją ulubioną piosenkę.
Spędziła tam prawie cały dzień... Naszczęście obiad zrobiła razem ze śniadaniem. Po prostu zostawiła kartkę, i włożyła jedzenie do lodówki. Pokochała to wnętrze wulkanu, jak nigdy coś innego. Kiedy na jej dłoni usiadł po raz kolejny motyl, uniosła ją.
-Chyba tylko ty mnie rozumiesz... Razem z Konan jesteście moimi najlepszymi przyjaciółmi.
Na około niej przeleciało stado niebieskich ptaków i motyli. Jeden z ptaków, chyba nawet ten sam co wcześniej, usiadł jej na ramię. Motyl podleciał do niego, i razem unieśli się ku górze. Sakura obserwowała je. Nie wiedząc jak, i kiedy zrobiła się noc. Kunoichi położyła się na kamieniu niczego nie świadoma, że zaras zaśnie...
Adzia-chan 13/10/2009 21:16:42 [Powrót] Skomentuj moją notkę !!!
7 jeans sizing
7 jeans sizing 23/03/2010 23:37:50
| brak www IP: 60.217.232.199
Lay & html by Mirabell for blog4u